Re: Nowe czy uzywane

> wiem, że temat był już pewnie wałkowany

Owszem, był, bez specjalnego rezultatu, każdy wie swoje. Jaki masz budżet i co potrzeba – auto miejskie, vana, a może kabriolet? Bo tak to se możemy pisać bez końca.

Oszczędna jazda pick-upem

Mamy pytanie o oszczędną jazdę konkretnym typem samochodu – pick-upem. Na co zwracać uwagę? Chodzi mi m.in. o poradę np. coś w stylu, jak masz forda escorta to lepiej nie cisnąć go więcej na mniejszych biegach niż 2,5 tysiąca. Jeżeli jest potrzebna informacja o konkretnym samochodzie to niech to będzie D-MAX z silnikiem 2,5 diesel.

Re: 50 000 obr/min

wytrzymałość na rozciąganie i ściskanie :>

masz masę, którą trzeba rozpędzić i zatrzymać :>

wiesz. jest coś takiego jak bezwładność, ale dla ciebie to pikuś :>



Podobno dobra sztuka obroni się sama… Ale nie przede mną.

Re: Jeżeli mówimy o dwujezdniówce.

qqbek napisał:

> samspade napisał:

>

> > Chocbys nie wiem jak kombinowal to jazdu 90 przy dopuszczalnej 100 nie da

> sie p> > odciagnac pod jazde z predkoscia utrudniajaca. Ma ekspresowce tez nie.

A mi mówiłeś że jadąc chwilkę lewym pasem 90 km/h tamuję ruch…każdemu co innego odpowiadasz na to samo pytanie a później tłumaczysz że jednego z nich podpuszczasz…fajnie masz:)

> > A co do konfabulanta. Sam wpisami o 500 metrach pokazuje ze jest raczej k

> iepski

> > m kierowca.

Racja. 500 metrów to kiepski kierowca…

Dobry kierowca skręca w lewo przy 90 km/h na odcinku 30 metrów ?:-)


>

> Sam twierdzi, że dużo nie jeździ.

> A tu nie ma „przeproś”. Bez wprawy i choć stu tysięcy kilometrów „za pasem” tru

> dno jest mówić o nawet przeciętnych umiejętnościach.

To zależy jaki kto pojętny:) 50 000 km takim orłom jak ja wystarczy…forumowe gaduły potrzebują 100 000 km:)

> Trochę go podpuszczałem – rzecz jasna uważam zmianę pasa na 500m przed „krzyżów

> ką” za poniekąd uzasadnioną w pewnych wypadkach (co nie znaczy, że moim zdaniem

> dość przedwczesną).

Nie…To ja cię podpuszczałem żebyś myślał że mnie podpuszczasz:) hehe:)

Re: A4 czy A6?

Co kto lubi…

Czy pisząc o silniku 2.0 TDi masz na myśli wersję 170 bądź 177KM ?

NIe mam absolutnie żadnej pewności (forumowicze – dajcie znać jak jest naprawdę 😉 ), ale jeśli jest to ten sam silnik co w VW (np. w modelu passat) i seatach (np. w exeo kombi) – to nie cieszy się on dobrą opinią – to są dość mocno awaryjne silniki. Mój znajomy ma passata takim właśnie silnikiem (auto już kilkuletnie – nie wiem czy przez ten czas silnik był modyfikowany). Bardzo na nie narzeka. Samochód regularnie ląduje w serwisie, koszty napraw są ogromne.

Drugi znajomy użytkuje seata exeo ST. Takie same historie… Są zadowoleni z aut jako takich, ale naprawy ich dobijają.

Wracając jednak do tematu.

A6 to zasłużone auto klasy E. I to po prostu czuć. Wyciszenie, komfory jazdy, wykończenie wnętrza, spasowanie materiałów… Wszystko na bardzo wysokim poziomie.

A4 – masz, więc wiesz 😉 Porządnie wykonane auto segmentu D. Bardzo dobrze spasowane i wykonane wnętrze, bardzo dobre (jak na tą klasę!) wyciszenie, możliwe bardzo bogate wyposażenie. Mniejsze i na zewnątrz i w środku w porównaniu do A6, ale na ciasnotę na przednich fotelach i tak raczej nikt nie będzie narzekał. Widocznie mniejszy bagażnik.

A6 w wersji kombi to dla mnie ideał samochodu 😉 Bagażnik – to prawdziwa potęga. Ustępuje w tej klasie chyba już tylko mercedesowi E. Samochód mocno niepozorny (wszak niby to limuzyna, a jednak kombi ;), ale komfort jazdy jest taki sam jak w A6 w wersji sedan. Dla ludzi niesiedzących w temacie motoryzacji – komfort który daje „ten audi kombiak” bywa moooocnym zaskoczeniem. Świetne auto.

Jeśli o prestiż chodzi – to biorąc pod uwagę wersje sedan obydwu aut – zarówno nowe a4 jak i nowe a6 prezentują się świetnie. Jeśli nie będą miały znaczków na tylnej klapie – to niewiele osób będzie w ogóle w stanie je odróżnić bez postawienia dwóch aut obok siebie. Oczywiście, widząc obok siebie nowe a4 i nowe a6 – wszystko widać jak na dłoni. A tak – dla osób postronnych – są to po prostu limuzyny ze znaczkiem audi. Obydwa samochody zatem pod tym względem „stoją” wysoko – choć chcąc, nie chcąc – a6 stoi wyżej. Wiadomo co mam na myśli 🙂

Ja jestem maniakiem motoryzacji, więc nie mam problemu, żeby odróżnić a4 od a6. Ale ile jest takich ludzi na drogach…

Przyspieszenie i dynamika – tutaj jest porównywalnie. A4 ma mniejszą moc, ale jest lżejsze. Z tego co widzę w sieci – obydwa mają poniżej 10 sek. do setki co jest wartością przyzwoitą, ale nie rewelacyjną. Jeśli nie masz genów kierowcy wyścigowego, to i w jednym i w drugim przypadku – silniki pod względem mocy będą w porządku.

Pozostaje najważniejsza chyba kwestia – wyposażenie. W tej kwestii wszystko zależy od Ciebie. No i od tego co miałeś w poprzednim samochodzie…

Jeśli z wyposażenia dodatkowego potrzebujesz tylko „standardowe” (jak na te auta) wyposażenie pokroju automatycznej klimatyzacji, podgrzewanych foteli, dużej liczby poduszek powietrznych itp. – to brałbym A6. A szóstka będzie miała to w standardzie (zazwyczaj), więc cena bazowa mocno nie podskoczy.

Ale jeśli przyzwyczaiłeś się już do nawigacji (sterowanie systemem MMI w nowych audi jest naprawdę fajne), aktywnego tempomatu, napędu na 4 koła (a może alltrack…?) i innych tego typu słono płatnych dodatków – to bierz A4 w bogatej wersji.

Np. moje podejście w tym temacie jest takie, że wolę mieć ciut gorsze auto, ale bardzo bogato wyposażone. Nawet w dostawczych mam fabryczną nawigację czy climatronic dwustrefowy… Inna sprawa, że cena dodatków w audi jest nieporozumieniem. Np. koszt systemu nawigacji (jaki dobry by on nie był) jest niewspółmiernie duży w stosunku do jego jakości. Od razu wyjaśniam – nie twierdzę, że jest on zły – wręcz przeciwnie. Ale płacić kilkanaście tysięcy złotych za nawigację… Hmm… Jaka by ona nie była – to o kilka razy za dużo. Za tę cenę taki system powinien spełniać jeszcze wieeeeeeele dodatkowych funkcji.

Reasumując- wszystko zależy od Ciebie. Ja brałbym samochód który ma minimalne wymagane przeze mnie wyposażenie, ale jest lepszy. Jeśli podstawowe wersje a6 oferują to, czego wymagasz – to sytuacja jest bajecznie prosta. I tyle.



GWARantowane świeże wiadomości.

Widzisz, pacanku…klamczuszku…katarynkowy

Wiesz, dlaczego Cie pytalem, czy byles w Pyrzowicach?

Domyslasz sie choc?

Powiedziales, ze TAK:

Cyt.:

> nazimno do mnie :

> „A Ty byles kiedys w Pyrzowicach? ”

>

> ja do nazimno :

> „tak”

Pojecia nie masz o rozkladzie lotniska w Pyrzowicach.

Nigdy tam nie byles.

rraddekk pisal:

…zaraz przy terminalu i na piechotę podejść kilkadziesiąt metrów….

Tym parkingiem jest parking P1A albo P1B, polozone sa one

rzeczywiscie blisko terminali „A”, „B”, dokladnie tak jak chcial rraaddeekk.

Parking strzezony P3 jest polozony ZNACZNIE dalej od terminali „A” lub „B”.

Teraz wsiadaj w samolot i zwiedzaj Pyrzowice z GPSem w lapkach.

I kto sie tutaj BLAZNI, pacanku…?

Re: Oni wykorzystywali tez stare budowle.

Warszawa miala znaczenie bardziej symboliczne niz strategiczne. Ominiecie miasta z poludnia albo z polnocy nie bylo zadnym problemem. Masz racje, ze gdyby Niemcy ufortyfikowali Warszawe to Armia Czerwona po prostu ominela by miasto. Odciete od swiata i tak by upadlo predzej, czy pozniej. Powstanie w tym momencie nic nie zmienilo.



„Once you have stripped away the nonsense, marriage is nothing more than a contract for the mutual use of the sex organs” – Immanuel Kant

Jeep – ja tam mieszkam.

jeepwdyzlu napisał:

> wzruszyłem się Twoją historią…

Ja też.

> Też uważam, że w piątek po południu nalezy wymieniać znaki, w niedzielę wieczór

> z powrotem te z trzydziestką…

> Masz 100% racji.

Słuchaj – ja mieszkam niedaleko Zemborzyckiej, na którą tak narzeka. Wczoraj w nocy byłem tam z psem po 22-ej. Ulica zablokowana przez dwa wozy obsługi technicznej, trzech gości w kamizelkach i z lizakami kieruje ruchem, puszczając go wahadłowo, reszta kładzie nową trakcję trolejbusową. To nie jest tak, że tam pracują poniedziałek od dwunastej (bo szewski poniedziałek), potem wtorek-czwartek „ósma-piętnasta” i w piątek „do południa, potem fajrant” (a tak najczęściej wyglądają inwestycje drogowe w Lublinie). Tam robią od świtu w poniedziałek, po noc w sobotę. I jako korzystający z tej drogi częściej niż raz na tydzień, nie mam pretensji o to, że tych kilkudziesięciu „30” (remont jest na odcinku ponad dwóch kilometrów) nie zasłonią na niedzielę. Po prostu nie sposób im z tego robić zarzutu.

Ty postrzegasz te zarzuty jako absurdalne.

Ja postrzegam je w kategoriach zupełnego oderwania od realiów.

No i pretensje o to, że w upalny dzień jest ciasno nad wodą 🙂

I, że tylko frytki i piwo sprzedają 🙂

I że parkingowy, zarabiający na dzierżawie parkingu, nie widzi wolnych miejsc 🙂

Kurde mol – wystarczyło 2km dalej pojechać i był pusty, darmowy parking. Ale że „pan” z Merola z klimą musi pod próg podjechać, to już ten parking przestał istnieć (ja do samochodu szedłem 2,5km przez las z półtoraroczną córką i psem w drugą stronę – tak pies, jak i córka byli zachwyceni:)



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

naprawdę uważasz, że to temat na to forum?

Po zaparkowaniu obszedłem cały parking i przyznam się szczerze nie rozumiem postępowania parkingowych bo miejsc było kilkanaście do zasiedlenia.

—————————-

wzruszyłem się Twoją historią…

Też uważam, że w piątek po południu nalezy wymieniać znaki, w niedzielę wieczór z powrotem te z trzydziestką…

Masz 100% racji.

No i Ci parkingowi – chamy.

Szkoda, że nie dałeś im nauczki!

No i ta klima w mercu! Miodzio, nie?

Pozdrawiam serdecznie, mnie też skończyły się leki…

ciao

jeep



YCDSOYA

Re: tajemnica nissana

Witam

Dzisiaj, po raz pierwszy od kiedy mam moją Primerę (od 2009) miałem dokładnie takie same objawy. Do roboty 120km, a tu masz – zgasł… raz mi się zatrzymał na rondzie, drugi raz na prostej. Po otwarciu maski, poprawieniu kabli (trwało to kilka minut) i próbie odpalenia odpalił. Miałem włączoną klimę. Po przejechaniu 10 km to samo. Przy drugim razie wyłączyłem klimę (gdyż na jałowym biegu miał dość niskie obroty – 500/min.) i potem do samego końca już jechał bez problemu. Obawiam się, że może to być albo filtr paliwa albo przewód paliwowy zaciąga powietrze, choć nie ma żadnej plamy pod samochodem. Jeszcze jest opcja zużytych świec, ale to nie możliwe, żeby wszystkie razem nawaliły, mógłby nie palić na jeden gar, a ja przy jeździe z górki czy pod górkę mam jakby odcięcie zapłonu lub paliwa.

Nie mam żadnej instalacji LPG, od początku na benzynie 95.

Re: Tesz siem dziwiem…

Sam się w tym wątku przyznałeś, że pochodzisz z rodziny niewolników z dziada i pradziada, więc (w domyśle) lachociągów i śmiesz wolnych ludzi, swoich Panów Polaków od chamów wyzywać???

Tylko dlatego, że zupełnie nie rozumiesz tego co czytasz i w swym prymitywizmie wszystko bierzesz do siebie? To ty masz problem a nie ja, he he he



I znowu sobie powtarzam pytanie:

Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?