A jak nie przekaźnik…

…to jeszcze włącznik pozostaje.

W B5 zdaje się tradycyjny (pokrętło) a nie zespolony (czego osobiście nie lubię), tak więc w razie czego wymiana nie jest jakoś strasznie upierdliwym zadaniem.

Raz (w świeżo nabytym samochodzie) nie miałem świateł mijania pomimo tego, że i żarówki, i kable, bezpiecznik i przekaźnik (a nawet włącznik) były sprawdzone.

Poprzedni właściciel tak wpychał bezpiecznik, że pokrzywił przy tym styki.

Kilka ładnych stów stargowanych na aucie odzyskałem szczypcami modelarskimi w 5 minut.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Kolejny mit.

derff napisał:

> A moja Croma ma 8 lat i tłumiki od nowości (200 tys. na LPG)

U mnie w BMW fabryczny tłumik końcowy wytrzymał 180 tysięcy, kolektor dolotowy z pierwszym tłumikiem niedużo więcej (210 tysięcy).

Wszystko na benzynie.

Już nie powiem, że w Oplu wydech wymieniałem przy mniejszym przebiegu (końcowy przy 120, środkowy niedawno, przy 140).

I też bez LPG.

LPG dzieli kierowców na apologetów tego rozwiązania i krytyków.

Obydwie strony chwytać się będą wszystkich chwytów, by udowodnić swoje racje.

A prawda jest taka, że kto dużo jeździ, powinien mieć LPG, jeżeli liczy się z kosztami (o ile, tak jak ja po wypadku, nie boi się trochę tego rozwiązania)… a kto ma misiaczkowe Polo i robi nim kosmiczne wprost 4 tysiące kilometrów rocznie, lepiej wyjdzie na jeżdżeniu na benzynie (choć ja twierdzę, że w takim wypadku tańszy będzie rower, lub skuter).



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Re: Jesli ma brata, to jezdzi pewnie dobrze.

nazimno napisał:

> Brat to brat, jest sie kogo zapytac i nie ma obciachu.

> Z jedynaczkami juz nie jest tak rozowo.

Też racja.

Z resztą ona jakaś dziwna jest;)

Moja ślubna nie znosi wprost BMW, jeździ nim rzadko i tylko wtedy gdy już absolutnie musi (tzn. gdy musi gdzieś pojechać a Opla akurat nie ma na podjeździe bo ja zabrałem, albo właśnie się coś znów w nim „zepsło” i zabroniłem ruszyć).

Trzy tygodnie temu wyszło tak, że siostra zmuszona była pożyczyć ode mnie samochód (mieszka daleko – wygodniej przylecieć niż przyjechać, przyleciała więc na urlop, ale miała też masę spraw do załatwienia i bez samochodu by się nie wyrobiła). Z racji „ja BMW jeździć nie będę” mojej lepszej połowy, siostra dostała kluczyki właśnie od tego auta (wcześniej, dwa czy trzy razy pożyczała ode mnie Ople na krótko).

Po tygodniu oddała kluczyki i zapytała: „jak A. może jeździć taką twardą taczką (Opel), skoro obok ma taki fajny samochód na podjeździe – nie rozumiem?”.

Dodam, że małżonka jeździ naprawdę dobrze, ale BMW po prostu się boi/nie lubi (bo „za duży” [a to ciekawe, bo dłuższą Laguną ostatnio sporo pojeździła sobie, bez takiego narzekania], bo „ja się boję napędu na tył”, bo [wpisz dowolny, absurdalny powód… już go słyszałem]).

A siostra wsiadła (choć od zrobienia prawa jazdy jeździła właściwie tylko maleństwami – Corsą i Yariską, dwa czy trzy razy Astrą) i była zachwycona.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Ciekawy jestem, czy…

…masz nadal:

1. „gumę” łączącą przepływomierz z kolektorem dolotowym (kupiłem dwa lata temu zamiennik i już pęka) – jeżeli oryginał, do M43, w niezłym stanie, to biorę w ciemno,

2. elektryczny podnośnik szyby (lewa przednia) z funkcją komfortu,

3. oryginalny zestaw narzędzi (ostał mi się klucz, podnośnik i kilka duperel – chciałbym mieć pełny zestaw),

4. „wkład” do popielniczki (brakuje mi jednego),

5. oryginalne dywaniki welurowe (mam zamienniki, ale wolałbym oryginał),

6. nieuszkodzoną, centralną kratkę nawiewu (u mnie brakuję jednego „ząbka” na pokrętle, dlatego nie mogę dać „gorące” na max) dla wersji z klimatyzacją (dwa pokrętła a nie jedno).

Proszę o odpowiedź tutaj… dzwonić z tak długą listą „duperel” mi się nie chce 🙂



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Wielowahaczowe zawieszenie…

wujaszek_joe napisał:

> niedawno jechałem (nie prowadziłem) takim antykiem, w stanie wypieszczonym.

> Urzekło mnie zawieszenie. Na drodze w trakcie remontu przy prędkości 10km/h now

> oczesne auta każdy wybój przekażą pasażerom, a mercedes wygodnie sobie przepłyn

> ął.

…i wszystko jasne.

Nawet stary samochód ze sprawnym technicznie zawieszeniem będzie lepszy od dzisiejszej masówki z „belkami”.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Czyli co?

Umyta, podmyta i…?

„Doinwestowanie” to tylko wizyta u stylisty, wizażysty, fryzjera i kosmetyczki, czy potrzebne są nowe licówki od dentysty i nowe cycki od chirurga?

😉

Fakt – język polski psiony jest w ogłoszeniach na potęgę, ale akurat to ogłoszenie motoryzacyjne, którego tak się czepia baba, jest pod tym względem jeszcze „całkiem-całkiem”.

A co do samego przedmiotu sprzedaży – zderzak przedni z zaczepami trza wymienić, do tego lewą część przedniego pasa trochę wyprostować po tej stłuczce 🙂 „Mietek” „w dizlu” na mechanicznych wtryskach… to pojeździ jeszcze ze dwie kolejne dekady, o ile się rude nie czepi… a za dwa lata można już go rejestrować na „żółte” tablice, tak więc akurat zgodność z oryginałem (czyt. „stan kolekcjonerski”) jest tutaj ważna, nawet jeśli naprawiany był częściami ze szrotu.

Z resztą, z tego co mi wiadomo, akurat Mercedes słynie z jednego – można u niego zamówić dowolną część zamienną do dowolnego, kiedykolwiek produkowanego samochodu tej marki (tak więc jeśli jeździsz Simplex-em z 1902 roku, to o nic się martwić nie musisz, gorzej jeśli to SSK z 1928 roku, bo sprężarka do tego modelu to najdroższa część zamienna świata – Mercedes liczy sobie za nią ponad 100.000 zielonych)



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Jeep – ja tam mieszkam.

jeepwdyzlu napisał:

> wzruszyłem się Twoją historią…

Ja też.

> Też uważam, że w piątek po południu nalezy wymieniać znaki, w niedzielę wieczór

> z powrotem te z trzydziestką…

> Masz 100% racji.

Słuchaj – ja mieszkam niedaleko Zemborzyckiej, na którą tak narzeka. Wczoraj w nocy byłem tam z psem po 22-ej. Ulica zablokowana przez dwa wozy obsługi technicznej, trzech gości w kamizelkach i z lizakami kieruje ruchem, puszczając go wahadłowo, reszta kładzie nową trakcję trolejbusową. To nie jest tak, że tam pracują poniedziałek od dwunastej (bo szewski poniedziałek), potem wtorek-czwartek „ósma-piętnasta” i w piątek „do południa, potem fajrant” (a tak najczęściej wyglądają inwestycje drogowe w Lublinie). Tam robią od świtu w poniedziałek, po noc w sobotę. I jako korzystający z tej drogi częściej niż raz na tydzień, nie mam pretensji o to, że tych kilkudziesięciu „30” (remont jest na odcinku ponad dwóch kilometrów) nie zasłonią na niedzielę. Po prostu nie sposób im z tego robić zarzutu.

Ty postrzegasz te zarzuty jako absurdalne.

Ja postrzegam je w kategoriach zupełnego oderwania od realiów.

No i pretensje o to, że w upalny dzień jest ciasno nad wodą 🙂

I, że tylko frytki i piwo sprzedają 🙂

I że parkingowy, zarabiający na dzierżawie parkingu, nie widzi wolnych miejsc 🙂

Kurde mol – wystarczyło 2km dalej pojechać i był pusty, darmowy parking. Ale że „pan” z Merola z klimą musi pod próg podjechać, to już ten parking przestał istnieć (ja do samochodu szedłem 2,5km przez las z półtoraroczną córką i psem w drugą stronę – tak pies, jak i córka byli zachwyceni:)



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Re: Ani chybi…

monnique napisała:

> Skoro mieszkasz w Lublinie to powinienes miec audi z przelomu wiekow w kolorze

> srebrnym lub czarnym musowo dizel bo to jest auto marzen z twojego rejonu. Znam

> kilku chlopkow z ambicjami z lubelskiego i wszyscy jak jeden maz maja takie au

> di. bmw to juz pojazd pas à la mode

Ja to BMW mam od 8 lat.

8 lat temu, to był jeszcze „Bolid Majętnego Wieśniaka”… teraz już „Młodego” 😉

Po prostu nadal tym jeżdżę, bo lubię to auto i nie wymaga ono (jeszcze) większych nakładów na naprawy.

Na Audi i VW mam alergię, niczym nieuzasadnioną niechęć do tych dwóch marek. Mogę te samochody polecać innym (co mi się zdarza), ale nie kupię chyba nigdy.

Na razie w planach kolejne BMW, tyle że dużo młodsze (ale jednak używane).

„Klekota” też nie potrzebuje – od 10 lat nie było roku, w którym jednym autem pokonałbym więcej niż 30 tysięcy km. A teraz do dwumas i wtrysków doszła zajefajnie skomplikowana elektronika i filtry DPF (a jak kupowałbym samochód to już z roczników „Euro 5” – więc nie ma „przeproś”, musiałby być na pokładzie). Diesel mi się więc nie kalkuluje (tym bardziej, że mam dwa samochody, drugi jeszcze bardziej passe – czyli mały kompakt do wyjazdów po zakupy).



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Re: 13 lat auto z przebiegiem 20 tys km-Peugot

ron5 napisał:

> Mam jeszcze pytanie oprzewody układu chłodniczego,kiedyś miałem stare auto i z

> nimi były kłopoty.

Ja mam stare auto i nie mam z nimi kłopotu.

> Czy jest mozliwośc sprawdzenie czy one sa ok?

Tak – organoleptycznie (sprawdzasz czy nie ma pęknięć i wycieków) i eksperymentalnie (jedziesz kilkanaście kilometrów, żeby dobrze rozgrzać samochód i potem zatrzymujesz się nad kanałem w garażu i raz jeszcze sprawdzasz organoleptycznie).

> Czy jest szansa,że ponieważ cały czas były „zalane” płynem ,że nie zaczna pekać

> ?pozdrawiam

Ja w BMW mam oryginalne przewody jeszcze. We wrześniu stuknie im 15 lat. Czyli nie tylko teoretycznie jest szansa, że w 13-letnim aucie nie zaczną one jeszcze pękać.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Cóż.

derff napisał:

> Nawet to przelecenie z wiekszą prędkością nie jest potrzebne zważywszy, że alte

> rnator osiąga moc znamionową przy obrotach niewiele większych niż 1000.

Ale jak pojedzie do kiosku po zapałki i z powrotem (dwa razy odpalając przy tym jakiegoś Diesla) to raczej nie podładuje.

30 minut w niezbyt gęstym ruchu i powinno być git.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Re: Astra III

jeepwdyzlu napisał:

> Wady – plastiki sie rysują, siedzenia wypierdziają, wydechy korodują

Bo to Opel.

> Plusy – wszystko tanie jak barszcz, serwisuje to każdy, nieskomplikowane i stra

> tegiczne elementy trwałe

Bo to Opel.

Jako posiadacz starej Astry (drugiej już) i były posiadacz Vectry stwierdzam, że z Oplami tak to już jest, że nie porywa toto wyglądem, w środku bywa siermiężne i ciasnawe, ale przynajmniej jest zajefajnie wprost trwałe, a psują się w tych autach „pierdoły”, które najczęściej sam jestem w stanie wymienić, na podjeździe przed domem (nawet nie wjeżdżając do garażu).

Co do porad pt. „kup Golfa” powiem tyle – gdyby wybór był pomiędzy Astrą I i Golfem III, lub Astrą II i Golfem IV, to jeszcze bym się zastanawiał chwilkę. Teraz jednak to chyba Astra jest bardziej godna polecenia (przynajmniej jeśli chodzi o sprawy eksploatacyjne), niż Golf.

A Octavia? Dla kobity i do miasta będzie niemiła -> duże zwisy z przodu i z tyłu skutecznie utrudniają parkowanie, nie pomaga też to, że jest o 40cm dłuższa od Astry.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Wiem tyle, ile napisano tutaj:

gzesiolek napisał:

> Co do NESTE, to Shell likwiduje te stacje?

Tam gdzie nie da się wstawić budy z hot-dogami, automatu z kawą i lodówek z piwem i wódką dla tłuszy, tam, według tych, nienajnowszych, doniesień, mają Neste zlikwidować.

Mam u siebie na wsi dwie stacje Neste, na które mogę zajechać „po drodze” i nie wydaje mi się, by na którejkolwiek było jeszcze miejsce na „budę z hot-dogami”. Z resztą cały urok Neste polega na tym, że wkładasz kartę, wbijasz PIN, określasz kwotę i lejesz, a nie stoisz za pijanym „wczorajszym alkoholowo, zeszłorocznym zapachowo”, który z kolei stoi za wsiowym yntelygentem w białych skarpetkach i sandałach, który to zatankował 3 litry z hakiem za dwie dychy i bierze z tej okazji fakturę na szwagra i hot-dogi dla całej rodziny.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Ano właśnie.

Jedynka bieg jak każdy inny.

Do 40-50km/h można się na nim, w większości aut, rozpędzić (choć 20-30 wystarczy do dynamicznego ruszenia).

Wyjątek stanowią starsze pojazdy, w których jedynka nie jest synchronizowana (ostatnim takim autem produkowanym w Polszy był FIAT 126p) – tam trzeba podwójnie wysprzęglić (sprzęgło, luz, puszczamy sprzęgło, sprzęgło, bieg, puszczamy sprzęgło), żeby w trakcie jazdy zmienić bieg na jedynkę (zredukować).



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Nie:

Moje auto:

Jedyny element „wyposażenia” – ledwo widoczny ślad po podkładce na telefon, z której i tak korzystałem sporadycznie. Jeździła 3 lata i trochę widać jeszcze (jak mi się zechce, to przejadę toto w końcu jakimś płynem do konserwacji/mazania).

Do tego niefabryczne radio (ale z podświetleniem w kolorze bursztynowym, tak jak reszta tablicy/fabrycznego wyposażenia) – w fabrycznym zepsuł się odtwarzacz CD a taniej wyszło kupić średniej klasy odtwarzacz (już z USB, MP3 itepe) niż zamówić nowe radio fabryczne (za które BMW liczy sobie jak za zboże – a płacić komuś przez Allegro za wybijanie szyb u innych użytkowników aut tej marki nie zamierzałem).

Jak muszę gdzieś pod krawatem jechać, to wieszam jeszcze na zagłówku wieszak na marynarkę.

Auto żony:

1. „syfidełko” na lusterku – wożone przez żonę chyba z przyzwyczajenia, ze względu na śmieszny kształt (nazywa się „Gummibär” i przedstawia pluszowego misia zapakowanego w prezerwatywę),

2. plakietka „… w aucie” na tylnej szybie, sygnalizująca że czasami jeździ z nami dziecko,

3. niefabryczne radio (bo fabryczne nie dało sobie wprowadzić kodu z instrukcji, także zaniechałem prób reanimacji – stwierdziłem, że skoro wcześniej ten sam kod je odblokowywał, to zepsuło się na amen i trza wymienić)



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Co do tej firmy…

…S…x z jej koncentratem „Extreme Scheibenreiniger”, to powiem tyle – bardzo dobre właściwości czyszczące mają ich produkty gotowe (tj. butelki ze sprayem), koncentratu używałem też, ale wróciłem do zwykłego, gotowego do użycia produktu dostępnego na stacjach z biało-czerwonym orzełkiem w logo (ten z plastykowym „dzióbkiem” do wygodnego nalewania).

Przynajmniej w mojej opinii jest lepszy niż koncentrat firmy S…x



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Teoretycznie tak.

Ale to koszt.

Osiem dych nowe tablice, 22 zeta za nalepki legalizacyjne, 2 zeta dodatkowych opłat – łącznie 104 zeta, pod warunkiem, że możesz samochód gdzieś z dróg publicznych na czas wyrobienia nowych tablic usunąć. W przeciwnym wypadku musisz wyrobić pozwolenie czasowe (czerwone tablice) – kolejne 6 dych w plecy.

W praktyce – dopóki się policjant nie przyczepi, możesz jeździć. Jak się przyczepi, to i tak musisz wymienić.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)

Hatback

moje.m napisała:

> czy kombi a hatback to jest róznica w spalaniu (lpg)?

> Dużo jeżdzę i zalezy mi na tej informacji.

Hat-back to taka wersja Śkody, gdzie kapelusz jest na tylnej półce a nie na czajniku kierowcy?

Bo Śkoda prowadzona w kapeluszu pali generalnie rzecz biorąc mniej, niż taka prowadzona w bejsbolówce „adasia” czy „najki”.

Co do różnic w zużyciu paliwa pomiędzy samochodami z nadwoziem hatchback i kombi, konstruktywnie wypowiedział się już dark13.

Ja drążyć zamierzam temat istnienia wersji „kapelusz z tyłu” 🙂



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)